no i co?


efekt bonzai

Miałyśmy się spotkać w trójkę, ale zakończyło się duetem z El. Trzeba przyznać, ze tego wieczoru osiągnęłyśmy równowagę, El piła, ja paliłam to pomagało nam w dyskusji, na temat własnych granic, wolności i ogólnie genezy osobowości. Jest to nasz temat nieustający, przegryzamy go na różne sposoby od lat, dodając kolejne elementy do kubistycznej układanki, która wychodzi zawsze, ale może też być poprawna inna. Jesteśmy tyśka jak bonzai, uformowano nas i ustawiono w jednym miejscu, jednak możemy czasem wypuścić listek, poczuć wiatr w mikrej gałązce kontemplować wszystko dookoła. W tym samym czasie inni będą przemierzać kontynenty, poznawać nowe światy i ludzi.

 

Poszłyśmy do pewnej knajpy,  duet sióstr w wieku średnim na tle masy młodszych osób, w większości ich wiek nie szedł w parze z urodą, świeżością ani niczym szczególnym, za to robili sobie masę zdjęć.

 

Ostatnio Al. napisała mi, że niektórzy tam gdzie są schody prowadzące do góry, widza wodospady. Ale to jakoś nie o mnie.

  

Film Si Nombre bardzo mi się podobał, chociaż smutny jest świat, który przedstawia, chociaż wiadomo było, że.

 

W poniedziałek najpóźniej będę musiała usiąść za kierownicą. Czuję niepokój, bo mam katatonię, a wypadałoby się spiąć a nie niepokoić, jak z nartami mam nadzieję będzie.

 

Dwie moje nowe koleżanki są religijne, ale może nie jest to dla mnie problem.



tykwa 2010-02-04 21:21:26
skomentuj (0)
zmiany

Obudziłam się o 5 z powodu ekscytacji. Myslałam, że to zdenerwowanie, niepokój, ale nie, to takie wewnętrzne "działam". Może bym jeszcze zasnęła, ale kot zaczał mruczec, ruszać się i ogólnie wprowadzac zwykły dla siebie ferment w łóżku. Zaczęło sie od tego, że zdecydowałam zrobić wszystko, żeby nie chciało mi się chcieć pić, bo mam dosyć bo mnie to męczy nudzi i ubezwłasnowalnia. Kiedy juz jakoś wyobraziłam sobie mój świat bez, poczułam, że nie jest zły. Niechęć mojej zwierzchniczki do mnie ewaluowała, moje znudzenie ewaluowało i bang. Samorzutnie nie wpadłabym na to za nic, że chcę zmienić dział, że nie pasuję do grupy i do tego co robię, siedziałabym dalej w swoim kącie, ciesząc się, że przeciez jest miło. Jestem po rozmowach, i mimo aury skandalu cieszę się jak dziecko, moja nowa kierowniczka jest zupełnie inna, nie cierpi za ludzkość, zawsze ją lubiłam, nawet kiedyś dostałam od niej tybetański wisiorek, bo mi się spodobał. Więc teraz zamiast siedzenia w kącie praca z ludzmi, na dwie zmiany, czasem w weekendy i jak się dowiedziałam nie będę wiedziała kiedy mija dzień. I to jest to czego potrzebuję zamiast ślęczenia przed kompem z bolącymi oczami wykonując nieustannie te same czynności. Myślałam, że bedzie mi przykro, bo ktoś jest lepszy ode mnie, ale nie. To okazało się ostatecznie wczoraj i wczoraj własnie napisał do mnie kolega po paru miesiącach bycia obrażonym nie wiem o co. Do pakietu niecodzienności doszła jeszcze sprawa samochodu. Mama kupuje nowy i zaoferowała mi ten którym jeździ (jego jedyną wadą brak klimatyzacji). I też zamiast się bać cieszę się, choć nie prowadziłam już chyba 10 lat i zapewne straciłam wyczucie. Do tego wszystkiego zaczęliśmy z Marcinem zimowe marsze leśne. 3 godziny mijają nie wiadomo kiedy, wspaniale nam się rozmawia, nawet zaczęliśmy mysleć o bieganiu, bo jak już się człowiek rozgrzeje, taki trucht staje się naprawdę przyjemny.

Mam nową patelnię, jestem nią oczarowana, jest sliczna ma białe ceremiczne wnętrze, którego gładkość jest gwarantowana na długie lata, chciałoby się nie odchodzić od kuchenki.

Śniła mi się ciocia której nie widziałam lata, wyglądała jak księżna Monaco i miała kilkuletnią córkę. Zważywszy że z Grace łaczy ją jedynie kolor włosów i jest bezdzietną 60 latką nie wiem co o tym myśleć.



tykwa 2010-01-23 06:42:31
skomentuj (3)
życie nie umiera
Jestem w zimnej zagrzybionej piwnicy, mam rózne pomysły na wydostanie się, przychodzą mi do głowy nocą, spisuję je w pamięci a rano zapominam.

Ogladam serial Madman kazdy detal tam jest z innego świata.

Avatar mnie wzruszył, wkurzyłam, że jestem taka naiwna emocjonalnie, albo może wyjęłam z niego różne rzeczy dla siebie, albo może jeszcze wyszłam z piwnicy na chwilę


tykwa 2010-01-19 15:27:30
skomentuj (1)
nowy rok nic nowego

Czwartek. Po pracy koncert sylwestrowy. Wszystkie te znane kawałki oraz nie wiedziałam, że nie cierpię sopranu. Tanie dowcipy, na koniec dużo, dużo balonów, odbijane przez nobliwe panie i mnie. Wielka radość. Później głaskałam różne koty, u El jest spory wybór. Wreszcie udałyśmy się do baru. Przy piwie w wyjątkowo niedużej ilości, czułam się jak UFO na szczęście byłam UFO podwójne, jakieś jednak jest między nami powinowactwo. Al. Wyjaśniła mi parę dni później, że dlatego inaczej teraz odczytuję pewne rzeczy, bo kiedyś byłam niedojrzała. No, ale wyszłoby na to, że inni ludzie dojrzali ssali,matczyną pierś, bo zupełnie nie towarzyszą im takie emocje.

 

Piątek. Mar. poszedł do pracy a ja pojechałam towarzyszyć mamie w sylwestrze, niestety też ojcu, zanim kroiłam sobie sałatkę jakieś 3 godziny i spaliśmy do południa. Ojciec napił się wódki, potem północ szampan i musiałam się ewakuować, bo zrobił się nieprzyjemny, stara menda. Pedałowałam w deszczu wśród wystrzałów i huków, bo gawiedź wyległa na ulicę, którą jechałam. Czułam się jak łączniczka w powstaniu.

 

Sobota. Nic nie pamiętam, chyba jadłam cały dzień sałatkę, no, bo co.

 

Niedziela. Mama dała mi do przeczytania książkę, mimo, że się wzbraniałam, coś z kuźnią w tytule, którą połknęłam bez przykrości do południa. Poszliśmy na długi spacer, który dobrze nam zrobił, bo ileż można leżeć w łóżku. A potem całkiem już w nocy poszłam wypić z Al. Szampana. Jak zwykle trwałyśmy do rana, co mnie unieprzytomniało na wiele sposobów.

 

Wtorek. Szkolenie w pracy.

Środa. Szkolenie

Czwartek. Szkolenie

 

Czyli nuda i zanieczyszczenie powietrza pyłem zawieszonym PM w stężeniu znacznie przekraczającym normy.



tykwa 2010-01-06 21:36:20
skomentuj (1)
Dobrego Roku Wszystkim

I sobie a co!



tykwa 2009-12-31 19:51:44
skomentuj (2)
nuda, nuda, nuda

Wypoczęłam do granic możliwości, już gorzej być nie może. Lodówka pełna żarcia, którego nie przygotowałam, leżenie w łóżku odfajkowałam podczas choroby, psa nie ma. No to uczę się chwytów barowych, mówię dużo brzydkich wyrazów, zjadam te kapusty i bigosy. I to wszystko. Nic się nie dzieje. Po raz kolejny dowiedziałam jakie we mnie pokłady erotyzmu. Taki los bogini seksu. Znudzonej.



tykwa 2009-12-29 15:02:05
skomentuj (2)
jestem głodna

Lubię sprzątanie, takie większe, choć muszę przełamywać lenistwo, bo zawsze wtedy wpadam na rozmaite pomysły i dokonuję przemeblowań, a zmiany to jest to! Marcin co prawda narzeka, ze nie może znaleźć się potem we własnym domu i zaburza mu się wszystko, ale uważam, że każdemu przydaje się w życiu stymulacja.

 

Mam ochotę na różne rzeczy tak w ogóle, choć jestem słaba i czuje się jak kosmita. Uczę się grać, podobno moje brzdąkanie jest straszne, z drugiej strony jak tego nie robię to słucham, że dlaczego nie ćwiczę. Mam nowe odciski na opuszkach, jak się nie poddam, to w końcu stwardnieją i będzie coraz lepiej.

 

Cały czas wydaje mi się, że pies chodzi po domu, a także mam myśli o wychodzeniu na spacer oraz karmieniu go, patrzę nerwowo na zegarek, gryzę się w język, bo chce zapytać, Marcina, czy z nim wyszedł itp. Tyle lat!

 

Mama jest w domu i zadzwoniła wczoraj z prośbą o pomoc, ma kuchnię po remoncie, kurcze, a mój ojciec zapity truteń cholera to co?! Oczywiście nie pytałam o to, tylko jadę do niej jutro, w końcu sama nie da rady po operacji.

 

Poza tym mam szaloną ochotę na spotkanie w knajpie z Elą i nie tylko, żeby było pijacko i wesoło, nie widzę jednak widoków.

 

Jestem znudzona tak zasadniczo, chcę nowego.

  

Tak jakoś mam w psychice, że albo jestem szczęśliwa, albo jest dobrze. SA to dwa rozdzielne stany. Są ludzie którzy potrafią to połączyć, ja nie.



tykwa 2009-12-22 14:21:17
skomentuj (3)