no i co?
nie wiem
Staram się, kiedy mam wolny dzień i jestem sama, wyssać czas do ostatniej kropli. Nagle zapada noc a ja mam wrażenie, że nie przeżyłam tego dnia, bo jeszcze tyle mogłabym zrobić. No, ale przecież musiałam pogawędzić z koleżankami, przy wielu kawach, przed komputerem, poczytać, oczywiście nie tyle ile bym chciała, a jak już odkryłam, że szare mydło myje wszystko, to się tak nieco rozszalałam w kuchni i w łazience. Pomyśleć, że tyle lat męczyłam się usiłując doczyścić kuchnie z tego czegoś tłustolepkiego a wystarczyło przetrzeć gąbeczką nasączoną szarym mydłem bez konieczności użycia rękawic, bo nie wysusza dłoni. Ostatni akord zeszłego tygodnia to parszywa współpracownica. Jej pogardliwe zachowania, krytykanctwo i zadufanie przeszkadza nam wszystkim. W piątek nastąpiło apogeum. Ciągle o niej mówiłyśmy, wyśmiewałyśmy a potem wzięłyśmy ją do domu. To oczywiście były histeryczne próby poprawienia sobie nastroju, po tym jak nie radzimy sobie z tym, ze ktoś nas gnębi a my siedzimy cicho. Wieczorem byłam skacowana po tym jak zalałam się własną żółcią, na szczęście nie ja jedna miałam to odczucie. Znowu muszę podjąć próbę znalezienia właściwej postawy i poradzenia sobie w niewygodnej sytuacji, bo nie można od tego uciec.
Nadal nie mogę się nadziwić, brakowi siniaków. Sprawdzam parę razy miejsca uderzeń, nierzadko naprawdę bolesnych i nic. Kiedy już nawet walnę się jeszcze solidniej, to i tak powstaje z tego lichota taka, bez opuchlizny ledwie widoczna. Co za miłe zaskoczenie, dla równowagi chyba, bo źle widzę. Mama kupiła mydło aleppo bardzo fajne, choć woniejące nieco serowo, myję nim włosy z dobrym efektem i mam wrażenie, że się w ogóle nie wymydla. Chyba stąd to natchnienie by użyć szare mydło nie koniecznie do umycia się.
Jak dobrze, jutro kolejny wolny dzień, tym razem z M. dlatego będzie zupełnie inaczej, mogę się pokłócić, nawet jestem w nastroju, tak obserwując sytuację hormonalną.
Nieustannie nie wiem, co jest słuszne, czytam słucham, rozważam. Z jednej strony rozkoszuję się wygodnym miłym życiem i mam wrażenie, ze dobrze, bo jednak jakoś nad tym pracowałam. Z drugiej strony wydaje mi się to płytkie i puste. Tylko temu ma to służyć. Żeby było miło i koniec?
tykwa 2012-01-23 21:27:06
skomentuj (0)
i pokłóciłam się o budzik też
Mam ładny kalendarzyk, wpisuję w nim dobre, które spotkało mnie w ciągu dnia. Złe tez i przyznaję, że tego drugiego mam mniej znacznie. Długie lata miałam ochotę wylewać z siebie żale. W jakiś sposób sama nadawałam znaczenie temu, co mi w życiu doskwiera, odbierając temu, co sprawia, że chcę żyć. Teraz, kiedy obserwuję swoje rozpacze i szarpaniny, widząc jak nieistotne były ich powody uśmiecham się z politowaniem. Jak dojrzewanie, te etapy może były konieczne, choć obawiam się, że przy odrobinie szczęścia i oleju w głowie, albo terapii zamknęłabym pewne sprawy już dawno zamiast gonić w piętkę. Można czytać po stokroć, że te same drogi prowadza do tych samych celów i wiedząc, że tak faktycznie jest dalej chodzić tymi samymi drogami, bo słabością ludzką jest nieumiejętność zmieniania.
Dobre, to dobiegnięcie do wyznaczonego celu w lepszym czasie, 3 godzinna marszruta po lesie, udana rozmowa, poczucie porozumienia z drugim człowiekiem bez względu na wszystko, co może dzielić.
Dzisiaj łatwo wstałam do pracy, umówiłam się na czwartek z mamą, na jutro mam obiad -wystarczy rozmrozić, rozmawiałam z koleżankami z dawnego działu i było naprawdę wesoło, nie kupiłam byle czego, w ogóle nie wydałam pieniędzy. Po pracy poszłam do biblioteki. Nie byłam tam, ponieważ nie mogłam znaleźć karty elektronicznej. Kartę jak się okazało zostawiłam na ladzie a nie zgubiłam, na półkach były książki, których tytuły zanotowałam w kalendarzyku a znajoma Pani, co prawda trochę mnie napadła i zmęczyła, ale i tak miło nam się rozmawiało. Przy szatni poprzyglądałam się sobie w ogromnych lustrach bez uczucia zażenowania a nawet z zadowoleniem.
Dzisiaj rano łatwo wstałam do pracy, ale jak spojrzałam w lustro to wyglądałam jak wymęczona staruszka. W pracy nie odzywałam się słowem do purchawy bo mi tak działa na nerwy, że musiałbym warczeć. Pracowałam dłużej a w drodze do domu weszłam do sklepu i nic nie znalazłam, co mogłabym kupić. Strasznie głodna poszłam jeszcze do biblioteki, gdzie niestety nie można wejść nie zostawiając rzeczy w szatni. Denerwowałam się, bo zgubiłam kartę, a znajoma przeszkadzała mi w poszukiwaniach, więc byłam tam kwadrans dłużej. Pod szatnią, są olbrzymie lustra, wyglądam całkiem przeciętnie. Mogłabym być wyższa, młodsza, ciekawsza.
M. uznał, że Istambuł nie jest aż tak wspaniałą powieścią, jak twierdzę. Że brakuje akcji i dialogów, które mogłyby wyjaśnić np., co to ten „huzun”. ale przecież ja chodząc i patrząc na miasto oczami autora nieustannie czułam „huzun”. M. twierdzi, ze to wynik mojej egzaltacji. Zapewne ma rację. Nie planuję się pozbywać, dzięki nadwrażliwości i przesadzie często odczuwam specyficzne euforyjki. Przeczytałam, że jest cos takiego jak stan „flow”, kiedy odczuwamy zadowolenie w zaangażowaniu. El twierdzi, że odrzuca flow, tak to egoistyczne, ale wszystko co robimy robimy dla siebie.
tykwa 2012-01-17 21:30:07
skomentuj (1)
się toczy
Tydzień zapowiadał się dobrze, nie musze wstawać o 6, ale okazało się, że źle śpię i to, że wychodzę z łóżka o 8 niewiele mi daje, oczy mi się kurczą i słabo pracuje mózg. Tej nocy z zaskoczeniem zauważyłam, że t światło, które błyska za zasłona to reflektory samochodu, ale efekt burzy. Tak w połowie stycznia, to dość nietypowe. Jak to zwykle kiedy trudno się zasypia w głowie migoczą obrazy z prehistorii życia, mniej lub bardziej smętne, a właściwie to bardziej. Wpadłam, więc na pomysł, żeby do znudzenia wyobrażać sobie, że oto wstaję, ubieram się i wychodzę z domu na swoją trasę biegową. Okazuje się jednak, że stworzenie w głowie takiego filmu o sobie w tempie 1:1 jest prawie niemożliwe. Taśma się rwie, a ja wkładająca buty wyglądam i poruszam się jak w nieudanej animacji.
Sąsiad zatruwa mi życie, budząc, lub nie dając spać, przez swoje pijackie bluzgi. Postanowiłam cos z tym zrobić. Zaczęłam od zawarcia znajomości z sąsiadką, która jest fantastyczną osoba, bardzo energiczną, choć starszą od mojej mamy, zdecydowałyśmy podjąć rozmaite kroki. Przeczytałam w międzyczasie artykuł o takich pijakach w domu opieki i zjeżył mi się włos wszędzie.
W środę wyciągnęłam mamę na zakupy, bo uznałam, że ma znaczące braki w szafie. Umówiłyśmy się rano, okazało się, że źle sprawdziłam i galeria jest czynna od 10. Poszłyśmy, więc do Tesco i tam nabyłyśmy rondel, nie było go na liście, lecz cóż. Spędziłam z rondlem w dłoni upojne chwile taszcząc go od sklepu do sklepu, w których nie było ubrań, które podobałyby mi się na mamie. Spocona jak ruda mysz, po półtorej godzinie dopadłam tramwaju, żeby dojechać do pracy, w rozpaczy, że nie osiągnęłam sukcesu. Ostatnim rzutem na taśmę weszłam do zagrosika, w ciągu 5 minut kupiłam duży biały sweter i pasek, żeby odreagować porażkę.
M zapadł na grypę, która trwała dobę.
tykwa 2012-01-13 09:27:06
skomentuj (1)
notatka
- wszystko zmienia się i kiedyś kończy,
- życie nie zawsze jest uczciwe,
- rozwój przypłacamy cierpieniem,
- nie wszystko idzie zawsze zgodnie z planem,
- ludzie nie zawsze są lojalni i kochający.
tykwa 2012-01-09 10:57:40
skomentuj (5)
żeby mi się w dupie nie poprzewracało
Ostatnio było fantastycznie. Najpierw zemdlałam. Nie ot tak, tylko świadomie i długotrwale. Aż do światła w głowie. To światło widzą umierający cadykowie u Singera. Potem biegałam, nie przepracowywałam się a mój trud i wysiłek został nagrodzony. Cudownie tez tańczyło mi się w gronie bliskich osób. Śmiałam się nieopanowanie zbiegając z ośnieżonego stoku, najczystsza postać radości, cudowna wycieczka w góry. Na dole jesień, wyżej słoneczna zima. Nic nie jest złe w moim małym prywatnym raju. Cieszę się na sprzątnie, gotowanie i wolne 3 dni. Tak było do czwartku, który zaczął się od migreny M., która rozwinęła się w nieznośną upierdliwość, właściwie nie mogłam być w pobliżu, bo złe wibracje były gorsze niż smog. A na koniec tego dnia Karol zaczął umierać, ostatecznie mimo prób pomocy musieliśmy go uśpić. Nie byłam na to przygotowana. Staram się udawać, że to nieprawda, ale wiara nie trwa to długo i znowu zalewa mnie smoła żalu. Pozdejmowałam kwiatki z wysokości, wyrzuciłam, co się dało, i już za mną kilka nocy bez ułożonego na mnie kota. Przywyknę a on jest w krainie wiecznie ciepłych kaloryferów przykrytych dla wygody ręczniczkiem. Tak mój żal to czysta postać egoizmu.
tykwa 2011-12-18 20:43:13
skomentuj (4)
na nie
Przypomniałam sobie, że w tempie staruszka po zawale mogę biegać bardzo długo, co za ulga, choć i nie całkiem radość. Po wieczorze z tańcami zawsze mam na drugi dzień kaca.
Złoszczę się. Nagle przestałam znosić czynności kuchenne, przypaliłam 4 razy ryż jednego popołudnia, wyrzuciłam, więc prawie kilo do toalety. W kuchni muszę nieustannie używać wody, woda rozchlapuje się na blat i trzeba ją ścierać i ścierać ja tego właśnie w chwili obecnej nienawidzę. Nie gotuję pierdolę.
Nagle cmentarz, przez który przechodzę rano zrobił się jakiś inny, przestał być wyspa w środku miasta, spadły już wszystkie liście, nastapiło wielkie otwarcie.
Przeczytałam powieść Plebanek mimo pewnych nieodłącznych elementów literatury pocieszającej, nie była szczipiatielna, bardzo mnie to podniosło na duchu. Ciekawe czy skończę powieść Pilcha, wydaje mi się, ze jeszcze żadnej nie przeczytałam w całości, choć kiedy zaczynałam je czytać byłam zachwycona. Odpuszczam sobie niektóre książki. M. walczy do końca zawsze.
tykwa 2011-11-28 20:19:09
skomentuj (1)
co nas kształtuje
Któregoś jesiennego dnia, już po zmroku mama zaprowadziła mnie do hotelu robotniczego stającego w pobliżu naszych bloków. Weszłyśmy do jakiegoś pomieszczenia, w którym czekał na nas lokaty facet i stało pianino. Zapytał mnie czy chcę zagrać. Usiadłam przy instrumencie i zaczęłam przebierać palcami, nie byłam zadowolona, że nie wydobywam dźwięków żadnej melodii. Kudłacz szybko mi przerwał i rzucił: no widzisz, nie potrafisz!
Pamiętam to uczucie wstydu i zażenowania, nieodłączne towarzystwo mojego dzieciństwatykwa 2011-11-28 20:03:06
skomentuj (2)

